niedziela, 6 lipca 2014

Smoczek czy paluszek? Hmmm..... Oto jest pytanie...

Kiedy urodziłam Zosię, postanowiłam, że nie będę sięgać po smoka. Nie było łatwo...

Postanowienie to zostało jednak złamane, choć dopiero gdy Zosia miała ok. 2 miesięcy. Życie samo wymusiło na mnie te kroki. No cóż - każda mama pragnie czasem chwili spokoju, zwłaszcza, gdy piersi są obolałe od ciągłego ich ciągania. Na szczęście czy nieszczęście moja córa nie została jakąś wielką fanką smoka. Były nawet sytuacje, w których próba wciśnięcia smoczka do jej drącej się buźki kończyła się jeszcze większym płaczem, a smok lądował kilkadziesiąt centymetrów dalej, wystrzelony jak z procy. Dobrze, że sytuacji, w których korzystałam z jego pomocy było niewiele - Zosia nie miała kolek, a jej ząbkowanie przeszło bez ekscesów. Tak więc niechęć Zosi do "uspokajacza" mnie nie martwiła, wręcz cieszyłam się myśląc, że będę miała z głowy późniejszy problem z odzwyczajaniem jej od ssania.

Tymczasem, jak każde kilkumiesięczne dziecko, Zosia ciągle pakowała piąstki do buzi, głośno przy tym cmokając. Pewnego pięknego dnia, podczas maltretowania swoich rączek, celnie trafiła kciukiem do buźki i, o zgrozo, popadła w stan istnej ekstazy. Początkowo śmieszyło to nas. Jednak paluszek coraz częściej lądował w jej buzi i tak mając jakieś 5 miesięcy Zosia miała nowego wiernego przyjaciela. Za każdym razem kiedy wyjmowałam jej rączkę z buzi ona wracała tam jak bumerang. Najczęściej zdarzało się to, kiedy była zmęczona lub też bez jakiejkolwiek przyczyny - może z nudów lub zwyczajnie sprawiało jej to przyjemność. W końcu to jedna z najbardziej naturalnych czynności. Uspokaja i relaksuje nasze dziecko. Już w łonie matki kciuk jest obiektem zainteresowania nienarodzonego jeszcze gagatka.
Zaczynałam się jednak powoli zastanawiać, co tu zrobić, żeby ta "przyjaźń" nie przerodziła się w silne uzależnienie.

W międzyczasie poznałam też osobę, która przez wiele lat ssała kciuk i miałam okazję zobaczyć, jaką krzywdę ten nałóg wyrządził jej zębom i zgryzowi. W internecie również można "podziwiać" tego typu obrazy - są przerażające.
Źródło: tguard.com

Pewnego dnia, będąc na zakupach, zauważyłam, że Zosi (która miała wówczas z 8-9 miesięcy) przygląda się kobieta w wieku mojej mamy. Ogólnie byłam do tego przyzwyczajona - Zosia była prześlicznym i przesłodkim niemowlakiem (powiem nieskromnie) i wszyscy jej się stale przyglądali. Pani ta jednak, po chwili zawahania, podeszła do mnie i zaczęła rozmowę. Powiedziała, że zauważyła, że moje dziecko z ogromnym zamiłowaniem ssie kciuk. Wspomniała, że miała podobny problem ze swoją córką, u której w porę nie zareagowała, na skutek czego, dziewczynka popadła w nałóg, który skończył się u niej silną wadę zgryzu i wymowy - górne ząbki wykrzywiły się do przodu, a dolne nieco cofnęły. Poradziła mi żebym poszła do apteki i spytała o specjalny gorzki preparat. Podziękowałam kobiecie za radę i jeszcze tego samego dnia zakupiłam płyn o nazwie "Paluszek". Miał on formę rzadkiej substancji zamkniętej w małym szklanym pojemniczku z pędzelkiem przytwierdzonym do zakrętki - tak jak w lakierach do paznokci. Szczerze powiem, że posmarowałam Zosi paluszki może ze 3-4 razy i po dwóch dniach problem skończył się na zawsze. Nie mieliśmy przy tym żadnych problemów - nie było płaczu, nerwów czy niepokoju. Cieszę się, że poszło nam tak łatwo. 
 Źródło: www.farmalek.pl

Staś ma już skończone 2 miesiące i czasem podaję mu smoczek. Najczęściej, w sytuacjach, kiedy widzę, że jest zmęczony i marudny, a przystawianie go do piersi kończy się jeszcze gorszym nastrojem, a niekiedy i nerwowym płaczem. Pozwala mu to spokojnie zasnąć. Póki co, zaraz po zaśnięciu smoczek wypluwa. Muszę przyznać, że musiałam wypróbować smoczki o różnych kształtach, różnych firm - Tommee Tippee, Avent, Nuk czy Canpol. Żaden nie przypadł Stasiowi do gustu. W końcu trafiłam na dynamiczny smoczek uspokajający Lovi. Najlepiej się sprawdził i nadal sprawdza. Mamy te z wąsikami - są przesłodkie i niedrogie. Na allegro zapłaciłam za 2 sztuki ok. 17 zł. Sprzedawane są w praktycznym plastikowym pudełeczku i mają specjalne osłonki, chroniące przed zabrudzeniem.
 Źródło: www.lovi.pl

Muszę jednak przyznać (i tu uśmiecham się), że mój synek zaczął od niedawna odkrywać, że oprócz smoczka jest jeszcze KCIUK :) I znów widzę ten obłęd w oczach kiedy, jeszcze nieco nieudolnie, wkłada go sobie do buzi. Taki słodki to widok. Póki co nie stresuję się. Może z tego wyrośnie. W końcu odruch ssania to jedna z najbardziej naturalnych czynności.

Pozdrawiam.

Karla.
 

2 komentarze:

  1. A moja Oli nigdy kciuka nie odkryła... Zapewne dlatego, że smoczek od zawsze jest wiernym przyjacielem. ;) Na szczęście, tylko na sen. Plusem smoczka jest to, że go schowasz i dziecko nie weźmie go do buzi w ciągu dnia - a paluszek zawsze jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na konkurs !

    http://kosmomodowo.blogspot.com/2014/10/konkurs.html

    OdpowiedzUsuń